Wyobcowanie człowieka
Na początku XIX wieku duński myśliciel Soren
Kierkegaard zapoczątkował w filozofii nowy prąd nazwany później
egzystencjalizmem. Po jego śmierci jego myśli zostały zapomniane,
odrodziły się na nowo w XX wieku. Do największych filozofów tego nurtu
możemy zaliczyć również Gabriela Marcela, Karla Jaspera, Martina
Heideggera oraz Jeana Paula Sartre. Trudno jest jednoznacznie określić
czym jest egzystencjalizm. Kłopoty spowodowane są ogromną różnorodnością
tej filozofii, łączy ją skoncentrowanie się jej „wyznawców” na istocie
bytu człowieka. To człowiek był dla egzystencjalistów głównym obiektem
zainteresowania, jego beznadziejna samotność w otaczającym świecie stała
się głównym tematem ich rozważań. Egzystencjalizm, uważany dziś przez
wielu jako nurt ateistyczny, ma rodowód chrześcijański. Jak pisał wielki
znawca tej filozofii Tymon Terlecki: ,,egzystencjalizm jest podstawą
jedną z najbardziej typowych dla chrześcijańskiego odczuwania i
rozumienia życia”. Egzystencjalizm nie był jednak filozofią wyalienowaną
spośród innych filozofii, a wręcz z wielu spośród nich czerpał. Istniały
przynajmniej trzy motywy występujące w egzystencjalizmie, które swoje
źródła miały w innych filozofiach.
Motyw humanistyczny, czyli taki, w którym to człowiek powinien być w
centrum zainteresowań filozofii znajdziemy już u Sokratesa. Motyw
infinityzmu, czyli łączenia się ludzkiej skończoności z
nieskończonością, pojawia się u Platona a zwłaszcza u Augustyna. Motyw
tragizmu, mówiącej o trosce i groźbie śmierci mamy u Pascala. Ponad to
sami egzystencjaliści w swoich przemyśleniach nawiązywali do innych
filozofów. Heidegger nawiązywał do Kanta a Jaspers miał nawet Kanta za
największego z filozofów. Jeśli by popatrzeć na egzystencjalizm przez
pryzmat filozofii o człowieku, można powiedzieć, że istniał on od zawsze
a egzystencjalistami byli Sokrates, Augustyn czy Pascal. Należy jednak
pamiętać o innych wymienionych przeze mnie motywach, jak bezsensowność
świata czy poczucie samotności, to wraz z patrzeniem na człowieka tworzy
dopiero nurt, który można nazwać egzystencjalizmem, nurt, który
zdominował filozofię i literaturę i stał się jednym z najbardziej
popularnych nurtów w XX wieku. Ważną rolę wśród myśli egzystencjalistów
pełniła ich koncepcja człowieka. Tak samo podzielona i różnorodna, jak
sama filozofia nie jest jednoznaczna, warto więc poznać, jak
egzystencjaliści patrzyli na człowieka i jego losy w świecie.
Aby poznać koncepcje człowieka, należy poznać punkty wyjścia filozofii
egzystencjalnej. Podwaliny stworzył Kierkegaard, który stwierdził, iż
egzystencja nie odnosi się do jakiegokolwiek bytu, ale do konkretnego
bytu ludzkiego. Zawężał więc znacznie znaczenie słowa egzystencja,
ograniczając ją do bytu ludzkiego, mówiąc więc, iż przedmiotem filozofii
winna być egzystencja miał na myśli człowieka. Człowiek jest
najważniejszym i konkretnym bytem. Jak twierdził Jaspers człowiek jest
nam najlepiej znany, więc o nim możemy mówić. Nalegał, aby filozofia
zajmowała się wyłącznie człowiekiem, gdyż to on jest jedynym bytem.
Inaczej sądził Heidegger, który byt człowieka uważał jedynie za wstęp do
rozważania na temat ogółu bytów. Sartre na podstawie zawężenia terminu
egzystencja do bytu człowieka ułożył twierdzenie, które stało się
podstawą do ogólnych rozważań egzystencjalistów na temat człowieka.
Zaprzeczył on idei Platona, że esencja, czyli istota rzeczy poprzedza
egzystencje, czyli byt. Uważał, że człowiek jako egzystencja został
rzucony na ziemię, nic go nie poprzedza, nie ma idei, nie poprzedza go
więc esencja. Sartre uważał, że esencja w ogóle nie istnieje, gdyż
esencja powinna być stała, niezmienna, określona, człowiek zaś, czyli
egzystencja jest zmienny, rzucony na ziemię sam kształtuje swoją
osobowość, poprzedza esencje, sam ją tworzy i może nią dowolnie
manipulować, a więc to egzystencja poprzedza esencje. Uznał, że winien
być to wspólny motyw zarówno dla egzystencjalistów chrześcijańskich jak
i ateistycznych. Oczywiście egzystencjaliści nie twierdzili, że nie ma
przypadków gdzie istota poprzedza istnienie. Na przykład: stół najpierw
powstał w umyśle człowieka, a potem dopiero stał się stołem. Przypadek
jednak, gdy esencja wyprzedza istnienie zdarza się wyłącznie w świecie
rzeczy stworzonych przez człowieka, natomiast egzystencjalistyczna
teoria egzystencji przed esencją miała odnosić się do świata przyrody.
Odrzucenie pierwszeństwa esencji, oznaczało, że nie ma żadnej natury
ludzkiej wspólnej dla wszystkich ludzi, człowiek zaś nie jest
jednostkowym egzemplarzem pojęcia ogólnego „człowiek”, lecz czystą
indywidualnością, subiektywnością. Na podstawie swej teorii, Sartre
uznał, że nie może istnieć Bóg. Jeśli istniałby Bóg to człowiek byłby
tym samym, czym stół w zamyśle stolarza, a więc esencja (idea boska,
która stworzyła człowieka) poprzedzałaby egzystencje. Współcześni
egzystencjaliści chrześcijańscy uważają jednak, że teoria Sartre nie
wyklucza istnienia Boga, bo i tak człowiek posiadający wolną wolę, może
o sobie decydować i tworzyć siebie. Egzystencjaliści uważali, że nie da
się zdefiniować jednoznacznie człowieka, bo jako byt poprzedzający
esencje sam dopiero ją tworzy, sam ją definiuje, a przez to definiuje
siebie jako poszczególną jednostkę. Człowiek jest tym, czym siebie
uczyni-oto egzystencjalistyczna definicja człowieka, od której należy
wyjść w rozważaniach na temat koncepcji człowieka.
Ważnym elementem koncepcji człowieka są właściwości jego egzystencji. Po
pierwsze człowiek był według egzystencjalistów faktem pierwotnym. Nie
można, więc wywieść żadnej ogólnej koncepcji idei, istoty czy
konieczności. Po drugie człowiek jest bytem istot świadomych, więc nie
tylko istniejących, ale mających do swego istnienia pewien stosunek, jak
mawiał Heidegger: „ja stanowię byt w swej osnowie różny od bytu
wszystkich rzeczy, albowiem mogę o sobie powiedzieć ja jestem”. Człowiek
utworzy się dopiero w przyszłości i jest tego tworzenia świadomy. Jest
bytem dla siebie - „l'etre por soi”, czyli świadomością siebie,
świadomością wszystkich swoich poczynań. Człowiek ponad to jest
świadomością własnej świadomości. Świadomość siebie, zdaje sobie sprawę
z tego, co dokonała, natomiast świadomość własnej świadomości weryfikuje
zamierzenia bytu w stosunku do stopnia ich urzeczywistnienia, czyli
człowiek posiadając pewne ideały pragnie do nich dążyć. Czasem je
realizuje często musi jednak z nich zrezygnować. Ma więc świadomość
również tego, co nie udało mu się dokonać. Czuje się więc ciągle
rozdarty między tym, co urzeczywistnione a tym co pozostaje w sferze
ideału. Po trzecie człowiek jest bytem istot dbających o własny byt i
poniekąd o nim stanowiących. Nie ma on wpływu na to czy się urodzi i
będzie istnieć, może to istnienie uznać albo potępić. Heidegger tak
rozumie właśnie egzystencje, jako ustosunkowywanie się do własnego
życia. Do konstytucji bytowej bytu ludzkiego należy zatem to, że w swoim
istnieniu zawiera on pewien stosunek bytowy do tego istnienia. Po
czwarte byt jego nie jest izolowany, lecz zespolony ze światem, przede
wszystkim z innymi ludźmi, jeżeli człowiek istnieje to w świecie (u
Heideggera tzw. Midsein - współ-bycie). Według Heideggera człowiek nie
tylko jest, ale istnieje, a istnienie polega na działaniu. W
przeciwieństwie do filozofa Barkeleya uważał, że istnieć to nie „być
postrzeganym, ale właśnie działać”. Tym człowiek różni się od rzeczy, że
działa wśród innych ludzi, czyli innych działających egzystencji,
dlatego heideggerowskie współ-bycie jest też współistnieniem. Po piąte
człowiek nie tylko istnieje w świecie, ale także go poznaje. Według
Kierkegaarda poznanie ludzkie jest jednak niepewne. Człowiek nie zdoła
nigdy przezwyciężyć niepewności, nie doścignie nigdy prawdy, może
dosięgnąć jedynie jej subiektywnego poczucia. Nie można zatem poznawać
na podstawie szczegółowych zjawisk ich ogółu, gdyż wszystko jest tylko
subiektywnym postrzeganiem człowieka. „Tłum” jest nieprawdą, a prawda
leży wyłącznie w jednostce, gdyż tłum jest wyłącznie ucieczką człowieka
chcącego zakłamać, ukryć prawdę. Po szóste człowiek żyje w świecie
złożonym także z „rzeczy”. Byt „rzeczy” jest inny. Nie jest to już byt
„dla siebie”, lecz „w sobie” jak nazywa to Sartre. Byt „w sobie” nie
rozwija się, jest stały nie zmienny. Wszystko, co jest bytem „w sobie”
jest rzeczą. Istotę, rzeczy według Heideggera należy ujmować w ścisłym
związku z istnieniem, czyli działaniem. „Rzecz” jest, bowiem narzędziem
działania i jest do działania, a więc istnienia niezbędna. Sama „rzecz”
bez istnienia nie posiada swojej istoty, gdyż to człowiek nadaje jej
istotę poprzez przydatność rzeczy. Człowiek jest w odróżnieniu od innych
istot bytem działającym, przez co porządkuje świat i należące do niego
rzeczy, nadając im sens nie ukryty, lecz zewnętrzny dostępny dla
świadomości. Żyje więc on w świecie dwoistości bytu-bytu ludzkiego i
pozaludzkiego świata rzeczy. Jeśli chodzi o właściwości życia ludzkiego,
są one w większości teoriami egzystencjalistów ateistycznych. Ogromną
role odegrał tu Heidegger twórca ontologii egzystencjalnej.
Według egzystencjalistów całe życie ludzkie przepełnione jest troską,
trwogą i niepokojem związanym ze śmiercią. Zgadzają się z tym zarówno
egzystencjaliści chrześcijańscy jak i związani z ruchem ateistycznym,
jednak obydwa ruchy wyznaczają inną przyczynę trwogi człowieka. Dla
egzystencjalistów chrześcijańskich będzie to trwoga w obliczu Boga, dla
ateistów zaś będzie to trwoga spowodowana bezsensownością i
absurdalnością świata. Prekursor egzystencjalizmu Kierkegaard twierdził,
że przyczyną trwogi lęku i niepokojów jest antynomia skończoności i
nieskończoności. Człowiek jako istota skończona, zamknięta w ramy
narodzin i śmierci, pragnie jednocześnie odnaleźć się w boskiej
nieskończoności. Nieskończoność jest stała i niezmienna, wydaję się być
dla człowieka ideałem, do którego dąży. Jedyną istotą, która jest
nieskończona i absolutnie wolną od wiecznego decydowania albo-albo jest
absolut, czyli Bóg. Człowiek, więc w swoim dążeniu do Boga jest z nim w
ustawicznym konflikcie. Dodatkowo człowiek jako istota myśląca nie może
tej antynomii zrozumieć. Nigdy tego nie zrozumie, ponieważ problem leży
w odmienności natury ludzkiej i boskiej. Człowiek zwykł patrzeć na Boga
jako na istotę irracjonalną, a więc nie dającą się zrozumieć umysłem.
Jest to naturalne gdyż człowiek nie jest w stanie zapewnić sobie życia w
wieczności poprzez swój rozum. Człowiek wobec Boga nie ma racji. Tylko
to przekonanie wyzwala w nas prawdziwą wiarę opartą na obcowaniu z
milczącym Bogiem. Dodatkowy nastrój beznadziei wnosi to, że im człowiek
jest bliżej Boga tym coraz częściej zdaje sobie sprawę ze swojej małości
i braków. Lęk i obawa jest największym dowodem na istnienie na świecie
bytu absolutnego, czyli Boga. Człowieka przeraża ciągła walka
nieskończoności ze skończonością. Bóg i człowiek wzajemnie się
uzupełniają zarówno Bóg nie istniałby bez człowieka jak i człowiek bez
Boga. Egzystencja potrzebuje więc wiary, potrzeba ta nie przynosi
człowiekowi spokoju, nie potrafi bowiem przezwyciężyć antynomii.
Uciekając od religii popadamy jednak w poczucie samotności. Kierkegaard
wyróżnia dwa rodzaje religii - religię „A” oraz religię „B”. Obydwie
opierają się na wspólnej wizji przejścia w nieskończoność. Różnica
polega na tym, że pierwsza uznaje wieczność za przyszłą perspektywę,
która nie wymaga rezygnacji z życia ziemskiego, natomiast druga religia
ciągle przypomina o wieczności, sugeruje wręcz ucieczkę do niej,
podkreślając niemoc człowieka, który pozostaje w ciągłym lęku, że nie
będzie w stanie sprostać wieczności. Taką według niego jest właśnie
chrześcijaństwo, twarde i wymagające. Nie mogąc sobie poradzić z
wiecznością człowiek chce, chociaż zapewnić sobie spokojne życie w
skończoności, uznając jego skończoność za stan naturalny. Człowiek
ucieka w swoim życiu w rozrywkę. Oddalają od siebie poczucie wieczności,
wchodząc coraz głębiej w skończoność. Od nieskończoności jednak nie są w
stanie uciec, przez co człowiek wpada w błędne koło. Ucieka w
działalność doczesną odkładając śmierć na później. Tym samym broni się
od dręczącej go perspektywy wieczności. Wpada jednocześnie w kolejną
antynomię typu poznawczego. Nie jest on w stanie w swoim dążeniu do
wieczności, wyeliminować mentalności ludzkiej, zawsze bowiem daje ona o
sobie znać. Stąd człowiek toczy ze sobą ustawiczną walkę czy poznać to
co ma wewnątrz siebie czy poznać świat zewnętrzny. I tu znowu człowiek
stawiany jest przed alternatywą, albo-albo. Kierkegaard uważa religię
chrześcijańską za religię lęku i trwogi. Jak sam mawiał siedzę w swoim
cichym pokoju i znam jedno niebezpieczeństwo religię”. Dodatkowo religia
doprowadza człowieka do absurdu, tu Kierkegaard daję przykład Abrahama,
który był w stanie poświęcić syna w imię wiary, religia jest więc
irracjonalna i pełna absurdów. Mimo to religia jest ważna dla człowieka,
ponieważ jest ona uzupełnieniem człowieka. Człowiek rezygnujący z
religii rezygnuje z części swojego istnienia. W obliczu religii jest
jednak czymś więcej, nawet w trwodze i lęku. Optymistycznie wiarę widzi
Marcel, który zgadza się z, Kierkegaardem, że człowiek wobec Boga
odczuwa lęk i trwogę, jednak wiara w Boga jest podstawą nadziei. Troska
o zbawienie jest istotą sensu życia. Człowiek odbywa „pielgrzymkę do
Boga napotykając po drodze liczne przeszkody, które utrudniają, a
niekiedy przekreślają szanse zbawienia. To właśnie owe przeszkody
stanowią o niepokoju człowieka i strachu przed śmiercią. Wiara jednak
nie jest jak mawiał Kierkegaard wpadaniem w kolejne troski i niepokoje.
Marcel twierdził, że wiara jest nadzieją, pozwala ona wyczuć sens
własnego istnienia i implikuje określoną postawę wobec świata
zewnętrznego. Dlatego nie chcąc ponieść klęski, człowiek musi na stale
związać się z transcendencją. Nie bez racji Marcel określał swoją
filozofię metafizyką nadziei. Aby odnaleźć nadzieje, człowiek powinien
zwrócić się ku Bogu. Nie może zamknąć się w sobie ani otworzyć na dobra
doczesne, powinien całkowicie poświęcić się Bogu. Marcel mówił jednak o
zaangażowaniu wyłącznie duchowym, manifestującym się w pokorze i
całkowitym, poświęceniu transcendencji. Egzystencjaliści ateistyczni
szukali trwogi w samotności człowieka i jego byciu-ku-śmierci. Żyjąc w
świecie z innymi bytami człowiek jest zagrożony w swoim istnieniu.
Istnienie jest kruche. Aby je zachować, troszczymy się o nie, bronimy,
stąd życie wypełnione jest troską, a troska jest cechą ludzkiej
egzystencji. Świat, jak mawiał Sartre jest absurdem, „absurdem jest to
żeśmy się urodzili i absurdem, że umrzemy”. Trwoga jest też trwogą przed
samym istnieniem, a zwłaszcza przed śmiercią, która jest nie uniknionym
rezultatem istnienia. Co istnieje musi umrzeć-mówi Sartre. Życie
wypełnione troską dąży do śmierci, a śmiertelność jest jego podstawową
cechą. Śmierć jest przejściem w nicość. Strach przed śmiercią człowiek
odzwierciedla w tzw. „Się”. Mówiąc „umiera się”, „rodzi się”, człowiek
ukrywa prawdę o swoim istnieniu, które zamknięte w absurdzie,
nieuchronnie dąży do nicości. Po za troską, trwogą i śmiercią nie ma
nic. Wszystko inne, Bóg, materia, wartości nie istnieją. Istnienie jest
krótkie, przypadkowe, wyczerpujące się w teraźniejszości, samo jest
nicością. Myśl poszukuje transcendencji, ale w swoich poszukiwaniach tak
trafia na nicość Powstaje z nicości i wraca do nicości, dlatego trwoga
jest słusznym stosunkiem do istnienia.
Człowiek według egzystencjalistów to osoba całkowicie wolna. Wolność nie
jest łaską, jak sądziły inne filozofie, ale największą udręką człowieka,
jest on na wolność skazany. Człowiek przez całe swe życie, stoi przed
niczym nie ograniczanymi wyborami albo-albo. Całe nasze życie, to ciąg
nieustannych wyborów. Wątek wolności zapoczątkowany w „Albo-Albo” przez
Kierkegaarda, kontynuują egzystencjaliści ateistyczni. W swoich
rozważaniach wychodzą od nicości. Otoczony przez nicość, człowiek nie ma
się na kim oprzeć, jest więc całkowicie wolny. Nikt nie wyjawi mu sensu
istnienia ani wskazówki jak żyć. Po za sobą człowiek nie znajduje nic,
nie ma swej idei, bo idei w ogóle nie ma. Nikt człowieka stworzył, jest
bo jest. Jesteśmy absolutnie wolni, nie ma nakazów ani zakazów. Człowiek
nie może się nawet oprzeć na sobie, jest bowiem niczym. Odrzucając „Się”
człowiek staje się autentyczny, wolny. Wolność czyni człowieka samotnym,
zatrwożonym, ale autentycznym, bo skazanym na własny wybór. Przyszłość
człowieka, zależy wyłącznie od niego, realizuje się nią w działaniu, w
nieustannej projekcji, w ciągłym wyborze. Człowiek żyje przyszłością,
gdyż całe jego życie opiera się na wyborze tego, czego jeszcze nie ma, a
więc człowiek jest nicością, albo inaczej wolnością, jak twierdzi Sartre.
Człowiek jest wolny, ponieważ nie istnieje Bóg. Bóg jest wyłącznie
wytworem ludzkiego umysłu, który chce zrzucić z siebie winę za złe
wybory, jest produktem ludzkiej alienacji. Nie istnienie Boga doprowadza
do tego, że zanika świat wartości, stajemy się więc wolni i musimy sami
wybierać, co jest dobre, a co złe. Rezultatem braku transcendencji jest
fakt osamotnienia człowieka, który ani w sobie, ani po za sobą nie ma
żadnego oparcia dla swoich poczynań. Przede wszystkim nie znajduje
usprawiedliwienia. Człowiek jest odpowiedzialny za swoje czyny,
namiętności i uczucia, a nie odwrotnie; uczucia nie mogą być
potwierdzeniem i usprawiedliwieniem jego poczynań. Egzystencjalista nie
liczy na żadną wskazówkę, która mogłaby mu pomóc w wyborze swego
postępowania, gdyż zawsze sam musi te wszystkie wskazówki odczytywać, a
odczytuje je tak, jak mu się podoba. Osamotnienie jako implikacja
subiektywności, absolutnej wolności pociąga za sobą inne cechy
egzystencji ludzkiej, takie jak: niepokój, beznadziejność. Oznaczają
one, że może on liczyć tylko na siebie. Wszystko jest twórczością i
wynalazkiem. Jedyną etyką jest robić z siebie kogoś więcej niż się jest.
Egzystencjalizm jest przez wielu nazywany „filozofią literacką”.
Faktycznie filozofowie egzystencjalni, swoją filozofię bardzo często
„ubierali” w prozę lub też lirykę. Dwa największe dzieła Kierkegaarda
„Albo-Albo” oraz „Bojaźń i drżenie” to bardziej teksty literackie niż
realne traktaty filozoficzne. Egzystencjaliści to również twórcy
licznych dramatów. Największym literatem wśród egzystencjalistów, należy
jednak uznać Alberta Camusa, francuskiego pisarza i eseistę. Jego
największe dzieło „Dżuma” weszło na stałe do kanonów światowej
literatury. Jest on ponad to autorem znanych dramatów m.in. Kaligula,
Nieporozumienie, Stan Oblężenia, Sprawiedliwi. Jako eseista, Camus jest
najbardziej znany ze swego dzieła pod tytułem „Mit Syzyfa”. W dziełach
egzystencjalistów, filozofia ich wplątywana była najczęściej w
charaktery głównych bohaterów. Obfitują one w szereg znanych i
powszechnie dziś używanych sentencji. Literackość egzystencjalizmu
powoduje, że sam egzystencjalizm często nie był traktowany poważnie oraz
podważany był jego filozoficzny charakter.
Egzystencjalizm, był i w dalszym ciągu jest, jedną z najbardziej znanych
filozofii XX wieku. Wyrosły w atmosferze dekadentyzmu oraz wielkich
kataklizmów, obfituje w nastrój beznadziei oraz samotności. Człowiek
jest według egzystencjalistów jednostką absolutnie wolną. Wychodząc z
takiego założenia nie ma w nikim oparcia, boi się więc, że każda
decyzja, jaką podejmie będzie decyzją złą, stąd też bierze się trwoga i
drżenie. Charakter filozofii wielokrotnie wyśmiewany był przez wielu
filozofów. Egzystencjalistów uważano, za przegranych w życiu,
zakompleksionych literatów, ponad to uważano, że to filozofia
niekompletna i łatwa, filozofia dla „licealistów”. Podważano ich teorie
wykazując nie filozoficzność, a brak konsekwencji. Było tego wiele
przyczyn. Jedną z nich mogło być to, że egzystencjaliści podważali wiele
istniejących i zakorzenionych w tradycji filozofii. Jako pierwsi
podważyli platońską teorię esencji przed egzystencją. Odrzucali wszelkie
formy zamknięcia filozofii w wąskie stwierdzenia i suche niezrozumiałe
nazwy. Niechęć do egzystencjalizmu może też wynikać z różnorodności tej
filozofii. Sami egzystencjaliści wielokrotnie się między sobą
sprzeczali, nie stanowili jednolitego ruchu, to co ich łączyło, to
Kierkegaard. Egzystencjaliści nigdy, zresztą nie chcieli stworzyć nowego
prądu, każdy z nich działał indywidualnie, co utrudnia poznanie tej
filozofii i oznaczenie jakichkolwiek jednoznacznych koncepcji.
Dodatkowym elementem było to, iż wiele ruchów politycznych zwalczało
egzystencjalizm. Zwolennicy marksizmu krytykowali go za nie wiarę w
człowieka. Spotykał się on również z oporem ze strony kościoła, który
uważał go za filozofię skrajnie ateistyczną, opierając się zapewne
wyłącznie na niektórych wyrwanych hasłach Sartre. Na ile zarzuty znawców
filozofii, są słuszne należy ocenić samemu, sięgając do tekstów
egzystencjalistów, których tłumaczeń jest ostatnio coraz więcej. Dziś
egzystencjalizm, wydaje się być filozofią zapomnianą, choć zauważa się
wzrost zainteresowania tą nie zwykle ciekawą filozofią.